no dobra a tak całkiem na poważnie to uprzedzam, że dzień uwieczniony na poniższych fotografiach jest pierwszym dniem od wielu dni, kiedy to wyszłyśmy na podwórko, więc z tym leżeniem plackiem to była trochę przesada.
rozpisałam się straszliwie, ale mamy jeszcze 6 godzin do kościoła, poza tym wena o 3 w nocy bywa czasami kingkonga.
dodam zatem jeszcze jeden pewny aspekt, który nas dręczy i zastanawia, no bo w sumie to ten blog jest dla nas, żebyśmy miały pamiątkę i jak to monika dzisiaj określiła żeby było na czym płakać jak pojadę na studia.. tak smutne, ale prawdziwe niestety. however !!! jest cień szansy, że sprawy potoczą się inaczej. wracając, blog jest głównie naszą pamiątką, mimo to, cieszymy się, że jest doceniany przez niektórych ludzi, którzy bacznie wyczekują na kolejny post. bo myślę, że tak na prawdę bardziej liczy się posiadanie kilku wiernych odbiorców niż masę, która pisze puste komentarzyki w stylu ' jaaak tu pięknie zapraszam do mnie' nawet tak nie sądząc. okrucieństwo XXI wieku nie zna granic.













